• Wyłącz obrazy
    Włącz obrazy
  • Zwiększ czcionkę
  • Zmniejsz czcionkę
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-biały
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-żółty
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: żółto-czarny
  • Resetuj ustawienia

Nie rozumiesz Wiedźmina, jeśli uważasz, że „trójka” jest najlepsza. 18 lat minęło, a „jedynka” wciąż rządzi

| autor: Krzysiek Kalwasiński | Przeczytasz w 5 minut
Nie rozumiesz Wiedźmina, jeśli uważasz, że „trójka” jest najlepsza. 18 lat minęło, a „jedynka” wciąż rządzi

Powszechna opinia jest taka, że to Wiedźmin 3: Dziki Gon jest najlepszą odsłoną flagowej serii CD Projektu RED. Nie umiem się z tym zgodzić. Najlepszy pozostaje dla mnie pierwszy Wiedźmin – bo jako gra ma do zaoferowania znacznie więcej od swoich następców.

Oczywiście Dziki Gon to produkcja zrealizowana z dużo większym rozmachem i pod wieloma względami po prostu przyjemniejsza w odbiorze. Nie sposób odmówić jej przewagi, jeśli chodzi o zawartość. Ogromny świat, więcej wszelkich aktywności, złożonych systemów, z których część jest nowa, a inne powróciły w rozbudowanej formie. Ma też w końcu normalny system walki i jazdę konno. Nie wspominając o elemencie najbardziej rzucającym się w oczy, czyli oprawie audiowizualnej. Niemal wszystkie wymienione wyżej zalety dla mnie okazały się jednak… problemem przez swoją jakość.

5% zniżki na złożenie PC

„Monstrum albo wiedźmina opisanie” – Anonim

Nie jestem wielkim fanem prozy Sapkowskiego, ale bardzo polubiłem sagę o wiedźminie. I czego bym nie mówił o jakiejkolwiek grze wyprodukowanej przez „Redów”, doceniam to, jak przełożyli ten świat na język interaktywnej rozrywki, zwłaszcza w pierwszej części

Gra, osadzona stosunkowo niedługo po wydarzeniach przedstawionych w powieści Pani Jeziora, raczej luźno kontynuuje to, co mogliśmy przeczytać w książkach. Występują w niej znane z nich postacie, jak Triss, Jaskier czy Zoltan. Geralt natomiast cierpi na amnezję, co można uznać za dość tanie rozwiązanie, niemniej będące dobrym sposobem na wprowadzenie graczy nieznających książek. A jest to ważne, bo obok całkowicie nowych przygód tu i tam pojawiają się odniesienia do dawnych wydarzeń, które także ukształtowały relacje, jakie protagonista ma z pozostałymi bohaterami.

Do grupowej walki w pierwszym Wiedźminie trzeba odpowiedniej postawy.
Do grupowej walki w pierwszym Wiedźminie trzeba odpowiedniej postawy.

Pierwsza odsłona Wiedźmina została zrealizowana w taki sposób, że podczas grania widziałem to, co wyobrażałem sobie, czytając kolejne powieści Sapkowskiego. Ta przygnębiająca aura i poczucie beznadziei. Wychudzony, blady, brzydki i małomówny Geralt. Jednocześnie jednak pełen nieludzkiej gracji, co najbardziej widoczne było podczas walk. 

Kierując jego poczynaniami, czułem też, że przemierzam świat, w którym nie jestem mile widziany – nawet wtedy, gdy moja pomoc okazuje się nieoceniona. Że jestem monstrum, któremu ludzie po prostu nie umieją zaufać. Ani zaakceptować jego istnienia. Ten rasizm dotyka zresztą nie tylko wiedźminów, lecz także innych nieludzi – to ważny motyw w książkach, niepominięty także w grze.

To wszystko nie byłoby może tak przekonujące, gdyby nie fakt, że autorzy gry bardzo dobrze poradzili sobie ze słowem pisanym. Sporo jest tu kwestii zapadających w pamięć dzięki temu, jak są zabawne, mądre i trafne – podobnie jak w prozie polskiego autora. Ta wierność materiałowi źródłowemu stanowi jeden z powodów, dla których pierwszą odsłonę cyklu zawsze postawię wyżej od pozostałych. Kolejne części trochę za bardzo się od tego oddaliły. „Dwójka” i „trójka” zdają się skupiać na bardziej chwytliwych rzeczach. Prezencja Geralta stała się przyjemniejsza dla oka, a on sam bardziej rozmowny, zaś świat gry przyjaźniejszy i piękniejszy niż kiedykolwiek.

„Pytasz, w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz”

Pierwszej grze z serii Wiedźmin można sporo zarzucić, zwłaszcza jeśli niesłusznie patrzy się na nią z perspektywy dzisiejszych produkcji. System walki jest… nietypowy. Polega bowiem na zadawaniu ciosów w narzuconym rytmie. Ciągle spotykam się z krytyką tego elementu i nie do końca rozumiem dlaczego – choć mam kilka pomysłów, niepozbawionych jednak złośliwości. 

„Miejsce wiedźmina jest tam, gdzie go potrzebują.”
„Miejsce wiedźmina jest tam, gdzie go potrzebują”

Walka w tej grze nie jest żadnym mistrzostwem świata, ale absolutną katastrofą (na jaką wielu graczy lubi ją kreować) także nie. Dla mnie walczenie w takiej formie było bardziej angażujące niż to, co mamy do dyspozycji w „trójce”. Dlaczego? Z prostego powodu. Czułem, że wygrana w kolejnych potyczkach zależy ode mnie. Od wyboru odpowiedniej postawy, atakowania w określony sposób, a także od wcześniejszych przygotowań.

Jeszcze druga część zachowała ten ostatni element jako coś znaczącego. I jest równie wymagająca. W Dzikim Gonie też możemy się przygotowywać do kolejnych starć, ale nie ma to większego znaczenia – niestety, nawet na wyższych poziomach trudności. Dodatkowo potyczki są trywializowane przez znak Quen, który gwarantuje nietykalność przy kolejnym ataku – i szybko można użyć go ponownie. Pierwszy Wiedźmin potrafi natomiast nieźle dokopać. Odczułem to szczególnie na bagnach.

Jako osoba lubiąca porządne wyzwanie w grach nie umiem docenić nad wyraz przystępnego charakteru trzeciej odsłony cyklu. Wolę też, gdy systemy i mechaniki obecne w grze faktycznie są przydatne i fajnie ze sobą współgrają. Może stoi za tym znacznie mniejsza skala tej pozycji, ale to podczas grania w „jedynkę” czułem, że warto z wielu tych rzeczy korzystać czy też dogłębniej eksplorować ów świat. W takiej „trójce” wręcz przeciwnie. Ogromny świat wypełniono tu toną nic nieznaczących śmieci i każda dłuższa interakcja z nim kończyła się przepełnieniem ekwipunku i poczuciem zmarnowanego czasu.

Chwila na spokojną medytację.
Chwila na spokojną medytację.

Pierwszy Wiedźmin budzi we mnie przyjemne skojarzenia z Gothikiem – grą, która cieszy się uznaniem z uwagi na m.in. zależności systemowe i ogólnie rozumianą konstrukcję. I podobnie jak tam czułem, że ten świat żyje, a nie, że jest po prostu sztucznie wypchany atrakcjami rzucanymi graczowi co jakiś czas (w tym wypadku co 40 sekund), aby się przypadkiem nie znudził. 

Dlatego znacznie milej mi się w nim przebywało. I mówię to z pełną świadomością, że jest w tym wszystkim mniej swobody. Nie jestem jednak graczem, który zachwyca się wolnością jako taką. Zależy jeszcze, czego możemy doświadczyć, korzystając z niej. Bo poboczne zadania występują również w „jedynce”, na dodatek tak samo dobre jak te z głównego wątku. Tymczasem w „trójce” są gniazda potworów, porzucone elementy rynsztunku, różni przeciwnicy tu i tam – to wszystko nie dość, że nie zostało zbyt mocno ukryte przed graczami, to i nie ma jakiejś szczególnej wartości.

„Bez łaski. Wybredny się znalazł”

Sam mam kilka zastrzeżeń do pierwszego Wiedźmina. Pod niektórymi względami była to gra nieco zacofana, nawet jak na czasy swego debiutu. Wspominam uwielbianego u nas Gothica, który w pewnych aspektach przewyższał polską produkcję, również w moich oczach – chociażby z uwagi na swobodę w eksploracji czy kreowaniu Bezimiennego. 

W „jedynce” Płotki niestety nie ma.
W „jedynce” Płotki niestety nie ma.

Wiedźmin to liniowa gra i nie ma w tym nic złego. Ograniczone ruchy Geralta potrafią jednak przeszkadzać, zwłaszcza gdy musimy nadkładać drogi, zamiast móc się wspiąć lub wskoczyć na jakieś niewielkie wzniesienie (nie jest to już problemem w „dwójce”). Czasami na drodze stają nam niewidzialne ściany, co też może zniechęcać. Sterowanie i interfejs mogłyby być wygodniejsze i bardziej przejrzyste, ale to też nic, co byłoby decydujące.

Nic nie pobije bowiem tego niepowtarzalnego klimatu, paskudnego i szorstkiego Geralta, świetnej muzyki i porywającej fabuły. Tym bardziej że całość nie jest tak rozciągnięta czy wręcz bombastyczna jak we współczesnych grach. Pierwszy Wiedźmin na zawsze pozostanie tym najlepszym, szczególnie w wersji rozszerzonej. Powiedziałbym, że liczę na to, iż Wiedźmin 1 Remake dobrze odda ducha tej gry, ale to chyba trochę marzenie ściętej głowy.

Mogą Cię zainteresować:

Spec od newsów i sprzętu gamingowego, fan zręcznościówek i jRPG. Śledzi nowinki i trendy, dostarcza świeże premiery. Miłośnik filmów i muzyki z gamingowym pazurem!
Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?
4.3/5 - (6 głosów)
Czytaj Więcej