
Far Cry to niezwykle popularna seria gier z otwartym światem studia Ubisoft, oparta na formule strzelanki FPP. Głównym motywem jest zawsze pomoc lokalnej ludności w obaleniu gnębiącego ją tyrana – taka mała partyzantka z przejmowaniem wrogich baz i eliminacją ważnych figur reżimu po drodze.
Chyba już tylko najstarsi weterani pamiętają, że Far Cry tak naprawdę rozpoczął się od strzelanki studia Crytek, zachwycającej obłędną grafiką dżungli, z której potem, w wyniku różnych prawnych zawirowań, powstał słynny Crysis. W oczekiwaniu na siódmą już część przedstawiamy najlepsze gry z tego cyklu w subiektywnym rankingu.
Oto nasza lista najlepszych gier z serii Far Cry:
Na pierwszym miejscu bez niespodzianki – najlepszy Far Cry to „trójka”, co jest dość powszechną opinią. Dziś może nie zrobiłby takiego wrażenia, ale wtedy, po surowym realizmie i nieco nudnej mapie z drugiej części, zapewnił mnóstwo frajdy. Świat gry okazał się ciekawszy, eksploracja bardziej satysfakcjonująca, a rozgrywka nastawiona na akcję. Idealnie połączył też interesująco prowadzoną narrację i wzorowe tempo akcji z fabułą.
Nie można także zapomnieć o jednym z najbardziej charyzmatycznych złoczyńców w grach – Vaasie. Ubisoft stworzył w FC3 obowiązujący przez wiele kolejnych lat schemat strzelanki w otwartym świecie – wtedy był on jeszcze czymś świeżym i wciągającym. Pamiętam, że zostałem przez niego bez reszty pochłonięty i również dla mnie jest to najlepiej wspominany Far Cry.
Far Cry 5 nie był tak przełomowy jak Far Cry 3, jednak Ubisoftowi ponownie udało się trafić w dziesiątkę z wciągającą rozgrywką i ciekawym settingiem. Współczesne Stany Zjednoczone i działająca na uboczu sekta z niebezpiecznym guru to motywy, które wydawały się znacznie bardziej znajome i wiarygodne niż jakieś lokalne plemię w egzotycznym kraju bez nazwy.
Nie podobał mi się jedynie wymuszony trybem kooperacji powtarzalny schemat z podziałem świata na kilka regionów, które wyzwalało się, likwidując ich zarządcę. Zapewniało to dużo swobody, ale niszczyło filmową narrację. Mimo wszystko klimat Montany, kapitalna muzyka, mnogość aktywności oraz ponownie niezwykle charyzmatyczny antagonista sprawiły, że przejście Far Cry 5 było dla mnie czystą przyjemnością.
Pierwszy, oryginalny Far Cry ląduje u mnie na trzecim miejscu. Choć dzisiaj widać w nim wiele archaizmów, gdy zadebiutował w 2004 roku, był produkcją niemal 10/10! Grafika powodowała opad szczęki, zamiast korytarzowej rozgrywki mieliśmy swobodę otwartego świata, pojazdy i opcję wyboru własnej taktyki, a fabuła, podobnie jak później w „dwójce” czerpała inspirację z klasyki – Wyspy doktora Moreau.
Wszystko to przełożyło się na jedną z najlepszych gier 2004 roku i jedną najważniejszych rewolucji technologicznych w historii branży.
Samodzielny dodatek do trzeciej części – o dużo mniejszym rozmachu – okazał się może nie najlepszą, ale na pewno jedną z najbardziej oryginalnych i zapadających w pamięć odsłon serii. Zawdzięcza to pastiszowi filmów akcji z lat 80. oraz 16-bitowych gier arcade. Neonowe kolory, cyborgi, roboty, futuryzm i mnóstwo dobrego, ciętego humoru.
Dla fanów Terminatora dużą zaletą był na pewno Michael Biehn jako Rex Colt. Fabularnie Blood Dragon mnie nie zachwycił, ale wychowałem się na kinie akcji lat 80. i pod względem klimatu nie ma dla mnie lepszego Far Crya.
Far Cry 4 to dla wielu osób jedna z najlepszych odsłon serii – dla mnie natomiast to taka słabsza „trójka” w nowych szatach. Zmieniono głównego złoczyńcę, zastąpiono tropiki Himalajami, utrzymano całkiem niezły gameplay i eksplorację bez niepotrzebnych udziwnień. To wciąż bardzo dobra gra, zapewniająca wiele godzin świetnej zabawy, jednak w moim odczuciu niczym się niewyróżniająca, niewnosząca nic szczególnie nowego do serii.
„Dwójka” to pierwsze podejście Ubisoftu do Far Crya po wielkim sukcesie pierwszej części i pierwsze próby szukania właściwej formuły dla tego cyklu. I myślę, że jest to trochę niedoceniania i niesłusznie zapomniana część, której zalety przysłonił nieco pusty, martwy świat afrykańskiej sawanny i monotonny gameplay.
Far Cry 2 mocno stawiał bowiem na realizm i immersję, a jego fabułę oparto na klasyce literatury – Jądrze ciemności Josepha Conrada. Mieliśmy tu mechanikę psującej się broni i awarii pojazdów, konieczność ciągłego zażywania leków na malarię, na którą cierpiał bohater, czy długie animacje opatrywania ran. Dla fanów survivali i realizmu to zdecydowanie najlepszy Far Cry!
Primal to najbardziej odważna i wyróżniająca się odsłona serii Far Cry. Zamiast bawić się w partyzanta z karabinem w dłoni, cofnęliśmy się do ery kamienia łupanego i z prymitywnym łukiem oraz maczugą dbaliśmy o rozwój i bezpieczeństwo nowego plemienia.
Ciekawostkę stanowił wymyślony na potrzeby produkcji język łindża, uwagę zwracał też crafting, na który położono duży nacisk, oraz mechanika oswajania zwierząt. Pod wieloma względami Primal jednak rozczarował i zapadł w pamięć głównie za sprawą oryginalnego settingu, bardzo rzadko widywanego w grach.
Odgrzewany kotlet – tak można określić ostatnią, szóstą już część Far Crya, która powielała motywy wykorzystane w „piątce”. Nie pomogło nawet zatrudnienie słynnego aktora Giancarla Esposito do roli głównego antagonisty.
Fabuła była bardzo słaba, dialogi jeszcze gorsze, a scenariusze misji balansowały na granicy dobrego smaku. No i zepsuto świetną kiedyś mechanikę strzelania przez wprowadzenie amunicji o różnej mocy oraz opancerzonych wrogów, wymagających większej liczby trafień. Far Crya 6 zapamiętałem głównie dzięki niezwykle uroczym lokacjom wyspy Yara i wyraźnym inspiracjom kulturą Kuby.
New Dawn to w moim odczuciu najsłabsza odsłona tej serii. Był to w pewnym sensie eksperyment, bo fabuła okazała się bezpośrednią kontynuacją piątej części, tyle że mieliśmy do czynienia raczej z szybkim odcinaniem kuponów niż z przygotowaną z dużą uwagą produkcją.
Bardzo słaba, źle pomyślana historia, irytująca para głównych bohaterek i niepotrzebne skalowanie mocy broni podparte mikrotransakcjami – to nie spodobało się nawet największym fanom serii. Różowa podróbka Mad Maxa wyszła raczej średnio.
Mogą Cię zainteresować: