• Wyłącz obrazy
    Włącz obrazy
  • Zwiększ czcionkę
  • Zmniejsz czcionkę
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-biały
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-żółty
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: żółto-czarny
  • Resetuj ustawienia

Koniec z udawaniem GTA – nareszcie! Nowa Mafia to ostatnia deska ratunku dla gangsterskiej serii

| autor: Zbigniew Woźnicki | Przeczytasz w 4 minuty
Koniec z udawaniem GTA – nareszcie! Nowa Mafia to ostatnia deska ratunku dla gangsterskiej serii

Mafia to jedna z moich ulubionych serii – to ona pokazała mi, że mogę się dobrze bawić nie tylko przy strategiach i grach RPG. Niestety kolejnym częściom zaszkodziły porównania do GTA, przez które ten cykl zaczął tracić swoje atuty, idąc w nieumiejętne naśladownictwo popularnego konkurenta. 

Na szczęście Mafia: Dawne strony jest upragnionym przeze mnie światełkiem w tunelu. Gra nie tylko cofa się chronologicznie do swoich korzeni i jest prequelem dotychczasowych opowieści, lecz także na poziomie rozgrywki wraca do tego, za co ją pokochałem.

Mafia w cieniu GTA

Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie komputery osobiste, to GTA 3 i Mafia pojawiły się na rynku w odstępie zaledwie dwóch miesięcy. Obie oferowały jazdę w otwartym świecie i gangsterskie klimaty, więc porównań nie udało się ominąć. I Mafia przegrała pojedynek, do którego nawet nie stanęła.

Wystarczy spojrzeć na obie serie. GTA jest ogromne i wielbione przez graczy. Zwiastuny GTA 6 zgarniają miliony wyświetleń i nic dziwnego, bo Rockstar stara się wycisnąć maksimum z możliwości, jakie ma pod ręką. Twórcy Mafii postanowili nadrobić straty przy drugiej części, co nie miało sensu. Jest tu tyle dużo różnic, że nie było to potrzebne.

Już na pierwszy rzut oka grafika w GTA 3 jest bardziej komiksowa niż w Mafii.
Już na pierwszy rzut oka grafika w GTA 3 jest bardziej komiksowa niż w Mafii.

Po pierwsze, otwarty świat pierwszej Mafii był inaczej ustawiony w stosunku do rozgrywki. Co misję trafiamy do nowego rozdziału, którego historia jest oskryptowana i dotyczy innego obszaru Lost Haven. Czasami dostajemy szansę, żeby sobie pojeździć, ale najczęściej nie mamy na to czasu.

Grając w Mafię, szybko przekonujemy się, że opowieść jest najważniejsza, a miasto stanowi wyłącznie tło i nie jest tak istotne jak w GTA 3. Wraz z kolejnymi częściami serii twórcy Mafii starali się to zmienić, ale z kiepskim skutkiem, a punktem kulminacyjnym była Mafia III, która potrafi przytłoczyć swoją powtarzalnością.

Otwarte światy szkodzą Mafii

W Mafii II mogliśmy bardziej swobodnie jeździć sobie po mieście. Tylko w jakim celu? Poza szukaniem znajdziek nie było co tam robić. To niestety pokłosie wyciętej zawartości, która pozbawiła otwartego świata gry interesujących rzeczy.

Zniknęły misje, aktywności i ważne postacie. Zwłaszcza braki w tej drugiej kategorii są odczuwalne. Jeśli nie ma sensu jeździć po mieście, poza słuchaniem genialnej muzyki w radiu, to lepiej od razu podróżować od punktu do punktu i zaliczać następne rozdziały historii.

New Bordeaux w Mafii III wciąż zachwyca klimatem.
New Bordeaux w Mafii III wciąż zachwyca klimatem.

Jednak to Mafia III okazała się punktem zwrotnym, co udowadnia nam podejście do Mafii: Dawnych stron. Dlaczego? O tym za moment. Otóż trzecia odsłona wyszła w momencie, gdy u szczytu popularności były gry z otwartym światem. Trend dotknął wszystkich znanych marek. Otrzymaliśmy Dragon Age’a: Inkwizycję, Wiedźmina 3 czy Mass Effecta: Andromedę.

Z wyjątkiem Wiedźmina nie są to oczywiście w pełni otwarte mapy, jak w Mafii III. Obszary w wymienionych grach to powycinane kawałki świata, pomiędzy którymi mamy ekrany ładowania, ale dla mnie to tylko techniczny szczegół. Zamysł był jeden, czyli stworzenie jak najbardziej rozległych terenów do eksploracji.

To samo wygląda to w przypadku Mafii III, tyle że New Bordeaux w żadnym stopniu nie było ciekawe. Miasto wypchano powtarzalnymi znacznikami do odbębnienia. Zabrakło ciekawych zadań pobocznych, które są potrzebne w produkcji tego typu. Dlatego też grając w Mafię III, wymiękłem w połowie opowieści. Musiałem dać sobie miesiąc odpoczynku, nim wróciłem dokończyć grę.

Otwarty świat z powtarzalnymi znajdźkami nudzi.
Otwarty świat z powtarzalnymi znajdźkami nudzi.

Szkoda, bo atmosferą Mafia III po prostu miażdży. Klimat końcówki lat 60. jest nie do podrobienia. Nie byłoby to możliwe bez muzyki, bo słysząc Born to be Wild, automatycznie wciskałem gaz do dechy, żeby jechać z pełną prędkością. Co jednak z tego, jeśli gra całościowo to średniak?

laptopy gamingowe

Cieszy mnie kierunek nowej Mafii

Po zapowiedzi Mafii: Dawnych stron zastanawiałem się, jaką ścieżkę obiorą twórcy. Teraz już wiem, że wybrali najlepszą, czyli powrót do oskryptowanych misji i liniowej rozgrywki. Jak to jest istotne, przypomniałem sobie, grając w remake oryginalnej Mafii.

Filmowo opowiadana gangsterska jest niesamowicie angażująca. Mimo że znałem jej finał, to z zapartym tchem śledziłem dalsze losy Tommy’ego Angelo, który ze zwykłego taksówkarza stał się jednym z najważniejszych ludzi Salieriego. Pierwszą Mafię można byłoby w łatwy sposób zekranizować i nikt nie zorientowałby się, że to produkcja na podstawie gry komputerowej sprzed prawie 25 lat.

 Świat w pierwszej Mafii jest od początku oskryptowany.
Świat w pierwszej Mafii jest od początku oskryptowany.

Mafia: Dawne strony zapowiada się z grubsza na to samo, tylko w innych klimatach. Trafiamy na Sycylię z początku XX wieku, do miejsca, skąd wywodzi się organizacja, którą znamy pod nazwą mafii. To temat wcześniej niezgłębiony, a klasyczne podejście do narracji zapowiada, że historia będzie na wysokim poziomie.

Tego mi brakuje. Jestem zmęczony otwartymi światami, grami stworzonymi wyłącznie po to, żeby wrzucić bohatera na ogromną mapę. A jeśli wieje nudą? Co z tego, ważne, że idziemy za trendami. Takie podejście nie zawsze się sprawdza, co pokazuje historia Mafii. Dlatego cieszę się z powrotu do oryginalnych rozwiązań, które już się sprawdziły.

Nowa odsłona serii – Mafia: Dawne strony – obrała właściwy kierunek. 
Nowa odsłona serii – Mafia: Dawne strony – obrała właściwy kierunek. 

Mafia: Dawne strony może wyprowadzić serię na prostą. Dalsze naśladowanie GTA doprowadziłoby do kompletnej utraty jej DNA, a co za tym idzie, wręcz zabicia marki. Nacisk na opowieść, a nie na miasto dookoła wydaje się gwarancją emocjonującej historii. Czy się udało – przekonamy się już niebawem.

Mogą Cię zainteresować:

RPG-owiec i akcyjniak, co nie boi się Cupheada. Tworzy poradniki i rankingi, łączy grywalność z pasją do Władcy Pierścieni i Wiedźmina. Gry to jego żywioł!
Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?
5/5 - (4 głosy)
Czytaj Więcej