• Wyłącz obrazy
    Włącz obrazy
  • Zwiększ czcionkę
  • Zmniejsz czcionkę
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-biały
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: czarno-żółty
  • Włącz tryb wysokiego kontrastu: żółto-czarny
  • Resetuj ustawienia

Graliśmy w The Blood of Dawnwalker – oto nasza opinia i wstępna recenzja. Czy to nowy polski hit na miarę Wiedźmina?

| autor: Filip Melzacki | Przeczytasz w 4 minuty
Graliśmy w The Blood of Dawnwalker – oto nasza opinia i wstępna recenzja. Czy to nowy polski hit na miarę Wiedźmina?

Moje odczucia w stosunku do The Blood of Dawnwalker można przedstawić na wykresie w kształcie paraboli. Pierwsze wrażenia były bardzo solidne, a zasługa w tym świetnego prologu. Potem przez chwilę robi się nieco słabiej, ale gdy się odpowiednio poszuka, świat gry odsłania przed nami piekielne dobre questy. Oto moja opinia o The Blood of Dawnwalker.

Dżuma i krwawa śmierć

Podczas gdy w Europie szaleje dżuma, starożytny wampir Brencis zadomawia się w Kotlinie Sangorskiej, morduje dotychczasowego kniazia i zajmuje jego miejsce. Jako że picie wampirzej krwi leczy choroby, a nowy władca zapewnia dostęp do niej wiernym, większość populacji od razu ugina przed nim kolano. Ceną za bezpieczeństwo i zdrowie jest w końcu tylko cotygodniowe upuszczanie własnej krwi, by posilić kniazia. Póki ignoruje się znikających co jakiś czas ludzi i jeżdżące konwoje z ofiarami do wykrwawiania, życie w kotlinie wydaje się stosunkowo spokojne.

the blood of dawnwalker - czas
Czas w The Blood of Dawnwalker nie stoi w miejscu.

Istnieją oczywiście dysydenci świadomi prawdziwej natury Brencisa, który w efekcie ich działań postanawia koronować się na księcia i dobitnie zademonstrować poddanym, jak kończy się nieposłuszeństwo. Podczas tego odwetu główny bohater, Coen, zostaje przemieniony przez Brencisa w wampira, a jego rodzina przymusowo zaproszona na kolację (jako kolacja) w ramach nadciągającej koronacji wampira. Przemiana Coena okazuje się jednak wyjątkowa, bowiem za dnia zatrzymuje on ludzką postać. Od tej pory mamy 30 dni i nocy na zebranie sił i sojuszników, by stawić czoła złoczyńcy i ocalić bliskich.

Prolog gry wyśmienicie wprowadza w świat przedstawiony oraz w główną mechanikę zabawy, czyli ograniczony czas. Prawie każda aktywność powoduje jego upływ, a mamy go za mało, by zrobić wszystko. Musimy zatem nauczyć się priorytetyzować zadania. Co jest dla nas ważniejsze: odnaleźć zaginionego człowieka na bagnach czy pomóc sąsiadowi odszukać zbiegłą świnię? 

the blood of dawnwalker - wampir w nocy
W nocy możemy sprawdzić nasze wampirze umiejętności.

Fabuła intryguje, bohaterowie wydają się żywi i realni, a system walki oparty na kierunkowych atakach i blokach okazuje się prosty, acz przyjemny. Niestety, drugie wrażenie po ukończeniu prologu jest już znacznie mniej pozytywne.

Po zmroku nastał świt

Gdy świat się przed nami otwiera, teoretycznie mamy pełną swobodę ruchu. Nie ma tu jednego głównego wątku, wykonujemy tylko te questy, które chcemy, by przygotować się do ostatniego starcia. Niestety, zanim możemy zagłębić się w tę bardziej interesującą zawartość, musimy urosnąć w siłę, a na początku gry najbardziej optymalnym sposobem na to jest sabotowanie działalności Ambrusa, jednego z trzech bojarów Brencisa. 

Sabotaż ten przyjmuje formę działań rodem z sandboxów Ubisoftu, czyli latania za znacznikami na mapie i eliminowania żołnierzy spotykanych wokół nich. Sporo aktywności funkcjonuje na podobnej zasadzie, zżerając czas i nie zapewniając wystarczających nagród, by warto było je zaliczać. Tych kilka godzin po ukończeniu prologu to zdecydowanie najsłabsza część Dawnwalkera. Na szczęście warto się trochę pomęczyć, ponieważ potem poziom gry znacznie wzrasta.

the blood of dawnwalker - walka
Świat Dawnwalkera jest pełen świetnych historii!

Gdy już nieco urośniemy w siłę, odblokujemy nowe umiejętności i pozbędziemy się czaszek oznaczających zbyt trudne obecnie dla nas zadania, The Blood of Dawnwalker zaczyna lśnić. Questy pełne są interesujących opowieści, które pozwalają lepiej poznać historię świata gry. Często stawiają nas przed trudnymi moralnie decyzjami z nieoczywistymi konsekwencjami. 

Do celu prowadzą różne ścieżki – zależne od pory dnia – i ukryte sposoby na osiągnięcie lepszych finałów. Wszystko to zachęca do główkowania i zaangażowania, zamiast ślepego podążania za znacznikiem. Uzyskanie najlepszego zwieńczenia w jednym z dłuższych questów wymaga kontynuowania zadania na własną rękę już po jego ukończeniu i nakłada na nas zobowiązanie, którego musimy dotrzymać aż do napisów końcowych.

Baśnie trzydziestu i jednej nocy

Pod względem projektu zadań Dawnwalker to klasa światowa i jedna z najlepszych gier, w jakie grałem. Sama jakość misji wystarczy, by bezwarunkowo polecić całość. Ponadto niektóre questy można odkrywać na różne sposoby, czy to dowiadując się od nich od nowego znajomego, czy znajdując notatkę naprowadzającą na ich trop, dzięki czemu świat gry wydaje się jeszcze bardziej żywy.

The Blood of Dawnwalker zasługuje na mocną rekomendację.

The Blood of Dawnwalker zasługuje na mocną rekomendację.

Ostatecznie, mimo drobnych bolączek, takich jak zbyt wiele aktywności oferujących za małe nagrody oraz wiecznie panujący bałagan w dzienniku i ekwipunku, The Blood of Dawnwalker okazuje się świetną grą i gratką dla fanów dobrze napisanych, mrocznych i makabrycznych RPG. Warto przedrzeć się przez nieco słabszy fragment tuż po zakończeniu prologu, bowiem cała reszta jest już zdecydowanie godna poznania.

Mogą Cię zainteresować:

Student filologii angielskiej, pasjonat indyków, RPG-ów, gier taktycznych i platformówek. W wolnych chwilach pasjonuje się śpiewem, pływaniem i rekreacyjnym kolarstwem. Wciąż marzy o kampanii DnD, która mogłaby odtworzyć magię tej pierwszej.
Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?
5/5 - (3 głosy)
Czytaj Więcej