W Baldur’s Gate 3 jestem kochankiem i psychologiem, ale nie potrafię być łajzą

| autor: Krzysztof Lewandowski | Przeczytasz w 4 minuty
Zwiększ rozmiar tekstu
W Baldur’s Gate 3 jestem kochankiem i psychologiem, ale nie potrafię być łajzą

Raczej stronię od grania złymi postaciami. Nie daje mi to większej frajdy i nie potrafię w pełni wczuć się w mojego bohatera, co nie znaczy, że nie lubię czasem zboczyć ze ścieżki moralności. W Baldur’s Gate 3 też chętnie pobrudziłbym sobie rączki i niczym Lady Makbet próbował potem zmyć swoje grzechy wodą – aż wyrzuty sumienia doprowadziłyby mnie na skraj szaleństwa lub stały się niezmiennym towarzyszem codzienności.

Ale może nas ciągnie do zła? W Sandmanie jeden ze złoczyńców wchodzi do knajpki, by wydobyć na wierzch wszystkie skryte pragnienia obecnych w niej ludzi. To najlepszy fragment zarówno komiksu, jak i serialu. W tym drugim wspomnianej scenie towarzyszy mroczny utwór – Red Comes in Many Shades, idealnie budujący atmosferę grzechu. Otóż postacie zaczynają krwawą orgię – totalnie pozbawioną zahamowań. Tak jakby sam diabeł wpadł, by szeptać na ucho bohaterom najbardziej niecne pomysły, a pokusa była zbyt silna do odparcia.

No właśnie – zbyt silna do odparcia! Zło powinno być filuterne, atrakcyjne, a w Baldur’s Gate 3 się nie opłaca. To może jeszcze się zmienić, ale na razie – po ponad 20 godzinach grania – czuję lekki niedosyt i wolę spełniać się w innych rolach.

Baldur’s Gate 3 karci mnie za bycie złym

Podobno 3:00 w nocy to godzina sił nieczystych, a taką właśnie mam porę na zegarku i choć w rzeczywistości nie poszedłbym w ślady niejakiego Pana Twardowskiego, to w grze… Hm, co innego. Wystarczy Wam powiedzieć, że w Cyberpunku 2077 duszę zaprzedałem korporacji Arasaka. W Baldur’s Gate 3 czekam na podobną ofertę, zwłaszcza że pewne diabelskie postacie sugerują, że mają mnie na oku – a może już na widelcu?

Podrywanie diablicy – odhaczone. 
Podrywanie diablicy – odhaczone.

Inne opcje zła okrutnie się mszczą. Aby Wam za dużo nie zdradzić – lokacja, do której trafiamy w 1. akcie fabuły, rozdarta jest pewnym konfliktem i z góry wiadomo, jakiej stronie powinien sprzyjać przyszły heros. Tylko że prostym rozgraniczeniem dobra i zła ekscytowałem się za dzieciaka, a dziś wolałbym mniej jednoznaczne dylematy. 

Nawet jeśli jakieś powody przemawiają za wsparciem złego ugrupowania, to szybko okazuje się, że nie mają one większej racji bytu. Z jednej strony zyskujemy bowiem nową towarzyszkę, a z drugiej – tracimy aż trzech kompanów! Ubytek może jeszcze wzrosnąć, bo sprzymierzeńcy przygotowani na 2. akt również mogą kręcić nosem na nasze poczynania. Żegnamy się w ten sposób nie tylko z postaciami, które stanowiłyby część drużyny, lecz także poświęcone im wątki. Nie chcąc ominąć aż tyle z fabuły, wolałem pokornie przyjąć na barki ciężar bycia wybawcą. 

Do stu tysięcy diabłów, wszyscy czegoś ode mnie chcą! 

Baldur’s Gate 3 nadal oferuje zniuansowaną opowieść, nawet w przytoczonym fragmencie gry, ale żałuję, że bycie paskudą okazało się w tym przypadku aż tak niekorzystne. Na szczęście są inne, już mniej oczywiste wątki – np. jedno z zadań idealnie wykorzystuje baśniową inspirację, podobnie jak uczynił to Wiedźmin 3: Dziki Gon w queście z wiedźmami. Nie ma prostego rozwiązania problemu, a ludzie zachowują się egoistycznie, podpisując z krętaczami podejrzane pakty (wiem, że sam chcę to zrobić – cicho tam!). 

Chłopie, do mnie to jak do doktora na NFZ – kolejka. 
Chłopie, do mnie to jak do doktora na NFZ – kolejka. 

Po moje względy prędko ustawia się sznur chętnych. Zagadkę stanowi szczególnie strażnik, którego wygląd i rasę można na początku dowolnie sobie doprecyzować. Postać ta występuje jako senna mara – we wczesnym dostępie gry można było nawet z nią romansować! Ciekawe, czy ten aspekt pozostał w pełnej wersji, bo jako że wielu graczy stworzyło strażnika czy strażniczkę wedle własnego gustu, to może być trudno mu/jej się oprzeć. 

Jak widzicie, mój bohater nie cierpi na brak zainteresowania. Jest rozchwytywany na każdym kroku, a intrygi wokół niego tylko się zagęszczają. Po drodze zdarzyło mu się też nierozważnie otwierać księgi przypominające Necronomicon z Martwego zła czy skłonić wroga do zjedzenia swoich współtowarzyszy. Aż takie niewiniątko z niego nie jest i fabularnie, przynajmniej w 1. akcie, Baldur’s Gate 3 mimo wszystko pozwala na niezłe balety. 

Mogę być kochankiem, bardem i psychologiem – ale łajzą nie potrafię

Jestem dumny ze swojego bohatera. Gram bardem – jak mogliście wywnioskować z tego tekstu, konformistą, bo gdy mu bycie złym się nie kalkulowało, to (na razie) odpuścił. Kochankiem i flirciarzem, który weźmie instrument do ręki i zaśpiewa La Isla Bonita (można powiedzieć, że jestem Krzysztofem Antkowiakiem tej gry). No, ewentualnie takie Answer the Call.

Bard dużo dodaje do fabuły. Otwiera nowe opcje dialogowe i pozwala wychodzić cało z różnych opałów za pomocą samej rozmowy, szczególnie gdy ma rozwinięte takie umiejętności jak perswazja, występy czy oszustwo. W walce przy pomocy broni finezyjnej sieje zaś popłoch jak urodzony muszkieter! W tym celu wybrałem mu podklasę Kolegium Mieczy, pozwalającą na wyuczenie się szermierki. 

Dla moich towarzyszy jestem osobistym terapeutą.
Dla moich towarzyszy jestem osobistym terapeutą.

Czuję się również jak psycholog, gdy wysłuchuję moich towarzyszy i staram się ich coraz bardziej otwierać – a tam skrywane są różne rany i motywy tłumaczące, dlaczego ktoś popadł w szkodliwe mechanizmy. Ale spokojnie, pracujemy, by to zmienić. Notabene – relacje między postaciami trochę pędzą, jednak przyjemnie prowadzi się zapoznawcze rozmowy, wiele się dzieje, czasem wcielam się w rozjemcę, innym razem zaś piję wino ze swoją dziewczyną. Zobaczymy, dokąd podąży ten poemat.

Złym natomiast być nie potrafię. Może nie jest mi to pisane, a może na zakazany owoc jeszcze przyjdzie czas.

W końcu mój bohater ma robaka w głowie i istnieje ryzyko, że skończy jako łupieżca umysłu – wydarzenia różnie mogą się potoczyć. Nie zmienia to tego, że bawię się przepysznie i nie planuję przestać.

Może Cię zainteresować:

Komputronik Gaming Google News
Dziennikarz i polonista z wykształcenia. Od lat publikuje teksty w sieci o grach, filmach, serialach, książkach czy komiksach. W szczególności uwielbia oniryczną konwencję i gatunek RPG. Również miłośnik piłki nożnej, od niedawna bawiący się testowaniem różnych rodzajów herbat.
Dziękujemy, że przeczytałeś cały artykuł. Jak go oceniasz?
5/5 - (5 głosów)

Czytaj Więcej


Czytaj NANO